Od arktycznych pustkowi Terytoriów Północno-Zachodnich po winnice południowego Ontario. Od samotnych farm Manitoby i Saskatchewanu po wielkomiejski gwar Toronto i Montrealu. Od szkockiego Antigonish w Nowej Szkocji po indiańskie osady Kolumbii Brytyjskiej — czym właściwie jest Kanada?
Od lat próbuję odpowiedzieć sobie na to pytanie. Czytam, obserwuję, słucham, oglądam i dotykam i wciąż nie mam jednej odpowiedzi.
W polskiej wyobraźni Kanada nadal pachnie żywicą, jak u Arkadego Fiedlera. I dobrze — tyle że ta Kanada już nie istnieje. Dzisiejsza jest bardziej złożona, mniej oczywista i — paradoksalnie — mniej znana, niż mogłoby się wydawać. Kanada to mozaika. Ogromna nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie.
Jej historia to nie tylko kilka stuleci zapisanych w kronikach, lecz także tysiące lat życia rdzennych mieszkańców — Indian i Inuitów. To dzieje ludzi, którzy przybywali tu z różnych stron świata, budując kraj na styku kultur, języków i doświadczeń. Nie da się zrozumieć Kanady wyłącznie przez statystyki czy wykresy. Kluczem są ludzie — ich biografie, wybory i historie. A tych nie brakuje.
Świat zna nazwiska: Leonard Cohen, Oscar Peterson, Marshall McLuhan czy Donald Sutherland — często zapominając, skąd pochodzą. Kanada rzadko krzyczy o sobie. Raczej działa po cichu.
Może dlatego bywa postrzegana jako cień swojego południowego sąsiada — Stany Zjednoczone. Jakby była niedokończonym przypisem do amerykańskiej historii.
To złudzenie. Gdy Amerykanie wybierali bunt i indywidualizm, Kanada postawiła na porządek i instytucje. Na „dobry rząd", jak mawiają jej politycy. I coś w tym jest. Legenda o Sam Steele dobrze to oddaje.
W czasach gorączki złota w Klondike, gdy tuż za granicą — w Skagway — strzelaniny były codziennością, po kanadyjskiej stronie panował spokój. Ani jednego strzału. Nie przypadek — system.
Kanada nie musi udowadniać, że jest najlepsza. Wystarczy, że działa.
To kraj ogromnych możliwości, ale i wysokich wymagań. Daje szansę — nie za darmo. Przyciąga ludzi z całego świata i pozwala im budować własne życie po swojemu.
Dlatego kiedy ktoś mnie pyta:
— jaka jest Kanada naprawdę?
Odpowiadam:
— jej nie ma. Każdy tworzy ją sam. Z tego, co potrafi, co wnosi i co zdoła zbudować.
Historię tego kraju dobrze symbolizuje Silken Laumann. Ciężko kontuzjowana, skreślona przez lekarzy na trzy miesiące przed olimpiadą w Barcelonie — wróciła i zdobyła brązowy medal. Dla Kanadyjczyków cenniejszy niż złoto. Upór, praca, brak wielkich gestów — za to konkret.
Podobnie jest z bobrem — jednym z symboli kraju. Niepozorny, pracowity, cierpliwy. Buduje powoli, ale skutecznie. Nie zachwyca od razu — dopiero z czasem. Jak Kanada.

Symbol Kanady — niepozorny, pracowity, cierpliwy