Ameryka PółnocnaIII
Dome Mine Open Pit, Timmins
Ameryka Północna · Rozdział III

Miasto z dziurą

Dome Mine Open Pit · Timmins, Ontario
„Timmins to miasto, które zbudowano wokół kilku dziur. I to takich, w których giną światło i ludzie."

Po trzech miesiącach tyrania na rozbiórkach zadzwoniłem do kolegi. Znaliśmy się z Lubina. Wiedziałem tylko tyle, że żyje gdzieś „na północy" i robi jako górnik. Zaprosił mnie, bym przyjechał i zobaczył prawdziwą Kanadę — tę, o której Fiedler pisał z takim znawstwem, jakby trzymał ją za rękę.

Pojechałem. I... zostałem na lata.

Timmins... miasto zawieszone między buszem a niebem, nad rzeką Mattagami, rozległe jak opowieści traperów. Z zewnątrz wyglądało jak zwykła górnicza mieścina, ale w środku każdego zakamarka czuło się coś pierwotnego. Jakby ziemia tu pamiętała wszystko, co w niej zakopano — ludzi, złoto, strach, pot i marzenia.

Zanim tu trafiłem

Przez te lasy przewinęło się parę wieków historii. Najpierw byli Kri i Odżibwejowie. Śmiali się z Europejczyków dopóki ci nie przywieźli ospowych kocy, paciorków i wódki — taki był „handel". Resztę dobił później alkohol. Do dziś zostało ich tylu, co z drzewa gdy piorun w nie strzeli.

Pierwszym białym, który poważniej zaznaczył tu ślad, był Philip Turnor, geodeta z Kompanii Zatoki Hudsona. Założył placówkę nad jeziorem Frederick House. Nie szło mu dobrze; skóry bobrowe niby miały wartość, ale interes kulał. W końcu jakiś Capascoos zaszlachtował całą dwunastkę pracowników. Siedzibę spalił i przepadł. Nigdy go nie złapano, a placówki już nie odbudowano.

Tak tu bywało. Ziemia bogata, ludzie niekoniecznie.

Kwarc świecił jak świece

Ponad sto lat później, kiedy przedłużono kolej do Cochrane, ruszyła do regionu nowa pielgrzymka poszukiwaczy. W 1909 roku Benny Hollinger z Aleksem Gilliesem trafili na kwarcową kopułę z żyłami złota tak szerokimi i ciągnącymi się tak daleko, że do dziś górnicy mówią o tym z nabożnością. Wspominają, jak Benny drąc mech ze skały ryknął jak wół i cisnął kapeluszem.

„Coś ci odbiło?" — pytał Gillies. Kiedy podszedł, zrozumiał. Kwarc świecił jakby ktoś pozapalał świece. Tylko zamiast ognia — złoto.

Różowy kwarc z żyłami złota
Różowy kwarc — taki jak ten, który Benny Hollinger odkrył w 1909 roku

Tak powstała Dome Mine, matka wszystkich dziur w okolicy. Niedługo potem kierownik kopalni, Alphonse „Al" Paré, nadał nazwę rosnącej osadzie. Nie od świętego jakiegoś, nie od geografa, nie od rzeki. Od wuja — Noaha Timminsa. Bo tak w Kanadzie powstają miasta, gdy ktoś ma krewniaka z kasą.

Ogień, strajk i Porcupine Squadron

Przyszedł rok 1911. Upały tak straszliwe, że busz zapalił się jak suchy liść. Ogień wiał z taką wściekłością, że ludzie uciekali do jezior. Wielu utonęło, dusząc się wcześniej dymem. W kopalniach zostali uwięzieni pod ziemią — tam też zgasło życie. Dwieście osiem osób. Ogień wyszarpał — z pamięci nie. Nazwiska tu pamiętają wszystkie.

Ironią losu jest to, że pożar odsłonił nowe żyły złota. Przez tragedię znów zakwitł interes. To jest właśnie Timmins — miasto, które po tragedii rośnie szybciej niż po łasce.

W 1912 roku 1200 górników zastrajkowało. Właściciele wynajęli bandytów. Strzelali do ludzi. Jak na Dzikim Zachodzie, tylko że tu było zimniej. Ostatecznie wywalczyli dziewięciogodzinny dzień pracy i podwyżkę. Ale wielu odeszło. Miasto jakby przycichło na chwilę — jak pies po burzy.

Gdy przyszła I wojna światowa, Timmins wysłał do Europy ponad sześciuset ludzi. Z dwutysięcznego miasta! A w czasie II wojny światowej Timmins miał własną jednostkę bombową — Porcupine Squadron No. 433. Wyobraź sobie to miasteczko w buszu, a tu nagle strategiczny udział w bombardowaniach Hamburga.

Bilans dziur

Kiedy przyjechałem, wiele z tych dawnych kopalń było już tylko wspomnieniem:

  • Hollinger — zamknięta w 1968, wydobyła prawie 20 milionów uncji złota.
  • McIntyre — zamknięta w 1988, wydobyła 17 milionów uncji.
  • Dome — zamknięta w 2017, wydobyła 19 milionów uncji — po ponad stu latach.

Ale duch górniczy został.

Zima, która determinuje życie

Snow storm in april, Timmins
Śnieżyca w kwietniu — Timmins, Ontario. Bo tu kwiecień to nie wiosna.
Rzegotka z szuflą przed domem nr 210, Timmins
Rzegotka odśnieża przed pierwszą swoją chatką w Kanadzie — Timmins, Ontario

Zima też została — ta, którą można porównać z Syberią. Tu są dwie pory roku: czerwiec–lipiec i zima. W Timmins 39,4 stopnia na plusie to rekord, a minus 45–48 zdarza się jak wizyta sąsiada. Woda zamarza w rurach, jeśli nie zostawisz kranu „na ciurki". Takie metody przetrwania tu obowiązują.

Przeciętną kanadyjską zimę — tę, którą miejscowi traktują jako „normalną" — Polacy okrzyknęliby zimą tysiąclecia. Kluczem są niezawodni drogowcy, których nic nie zaskakuje. Sam Saskatchewan przeznacza na odśnieżanie sumy równe rocznym budżetom niejednego afrykańskiego państwa. Drugim filarem jest dyscyplina mieszkańców: brak parkowania na ulicach, regularne odgarnianie śniegu sprzed domów i chodników.

Choć mróz zachęca do „cocooningu", zima jest tutaj rajem dla miłośników sportów, majestatycznej przyrody, polowań i wędkowania. Gdy tylko spadną pierwsze płatki śniegu, wyciąga się łyżwy, narty, sanki, rakiety śnieżne. Boczne ulice natychmiast zamieniają się w lodowiska. Popularne są wyścigi psich zaprzęgów i jazda skuterami śnieżnymi — skidoo.

Ludzie z legendą pod kurtką

Jak wszędzie — lepsi i gorsi — ale kilku wypłynęło:

  • Shania Twain śpiewała jak anioł z buszu,
  • Pete Mahovlich grał w NHL,
  • Roy Thomson zbudował prasowe imperium,
  • Alfred Aho stworzył podwaliny informatyki,
  • ksiądz-hokeista Les Costello odprawiał msze i strzelał gole dla miejscowej drużyny "Flying Fathers".

Tu każdy miał w sobie jakąś legendę, nawet jeśli nosił ją pod brudną kurtką.

Kanada pachnąca żywicą

Kanada to oczywiście Ania z Zielonego Wzgórza i rodzina Whiteoaków, ale także współczesna literatura: Margaret Atwood, Robertson Davies, Anne Hébert, Gaston Miron, Michel Tremblay, Hubert Reeves. Rozsławiają ją również artyści pokroju Leonarda Cohena, Lary Fabian czy Céline Dion.

Polakom kraj ten niemal zawsze kojarzy się z tytułem książki Arkadego Fiedlera „Kanada pachnąca żywicą". A także z wiosennymi zbiorami soku klonowego, z którego powstaje syrop klonowy i inne słodkie przysmaki. Zbiory zaczynają się w połowie marca i stanowią świetny pretekst do spotkań plenerowych — w oczekiwaniu na prawdziwą wiosnę i gorące lato.

Kanadyjskie lato — jezioro i las
Bywa i lato — kanadyjskie jezioro w złotym świetle
Wędkowanie na jeziorze, Ontario
Ja z kolegą na łódce — wędkowanie na jednym z tysięcy jezior Ontario
„Mój kraj to zima" — śpiewa bard Kanady. I trudno o trafniejsze słowa.

Ja patrzyłem na to miasto i widziałem jedną rzecz: miejsce, w którym człowiek albo się hartuje, albo pęka.

Miasto z dziurą — właśnie tam zacząłem budować w nowej, wybranej Ojczyźnie rodzinne gniazdo. Bo choć była w nim dziura w ziemi, to nie było dziury w ludziach. A może była — ale w takiej, do której człowiek potrafił wejść, rozejrzeć się, powiedzieć:

— Dobra. Tu będę żył.

Rozdział IIRozdział IV