Kanada — mój nowy domROZDZIAŁ VI

Kanada — mój nowy dom · Rozdział VI

The New York Times

Papier z Kapuskasing, Manhattan i złoty cielec na rogu Wałowej i Szerokiej.

Czytając nowy numer w internecie, przypomniał mi się kurs z papierem z Kapuskasing do magazynów tego pisma. Jadę do Nowego Jorku. Nie bardzo lubię tam jeździć — przebijanie się tymi cholernymi „kanałami": gęsto, ciasno i co kawałek światło.

Manhattan

Powiadają, że Nowy Jork jest stolicą świata — ale naprawdę stolicą świata jest Manhattan. Miasto składa się z pięciu części, z których najważniejsza jest ta podłużna wyspa ciągnąca się z północy na południe, o rozmiarach mniej więcej 40 kilometrów na 5. Kupili ją od Indian za równowartość 20 dolarów pierwsi holenderscy koloniści w XVII wieku.

Początek Manhattanu stanowiła korzystna transakcja finansowa, a nie krwawy podbój — i tak już zostało. Poważnie traktuje się tu tylko biznes. Tanio zainwestować, rozwinąć skrzydła, ogarnąć zasięgiem interesów cały świat — to filozofia miasta, gdzie pieniądz jest jedyną miarą sukcesu.

Położona na południowym cyplu wyspy słynna Wall Street wzięła nazwę od wałów ochronnych i tu właśnie bije serce miasta. Biały gmach giełdy stojący na rogu Wall Street i Broad Street — po polsku powiedzielibyśmy: na rogu Wałowej i Szerokiej — ma formę rzymskiej świątyni, gdzie czci się złotego cielca.

Złoty byk na Wall Street

Charging Bull — złoty cielec na Wall Street, Nowy Jork

Broadway

Manhattan podzielony jest na szachownicę ulic przecinających się pod kątem prostym. Wzdłuż wyspy biegną aleje ponumerowane od 1 do 12 (z wyjątkiem Lexington, Park, Madison i Central Park West), a w poprzek — ulice, które zamiast imion mają numery rosnące ku północy.

Jest jedna ulica, która daje przekrój całego miasta. To słynny Broadway, biegnący z południa na północ przez cały Manhattan, zmieniający charakter co kilkanaście przecznic.

Powściągliwy jak bankier w dzielnicy finansowej, ciasny i cuchnący w Chinatown, malowniczo zaniedbany w artystycznym SoHo, straszliwie zatłoczony koło największego domu towarowego Macy's — Broadway ciągnie się jak kameleon zmieniający kształt aż do ulicy 207 u północnego cypla.

Teatry i rewie będące synonimem Broadwayu skupiają się tylko w środku, od 42 do 54 ulicy. Lincoln Center ma wszystkiego po dwa: dwie opery (miejską i Metropolitan), dwa teatry, dwie sale koncertowe — ale tylko jedną szkołę muzyczną Juilliarda.

Najsłynniejszym odcinkiem Broadwayu jest Times Square — nieregularny placyk, gdzie fasady gmachów krzyczą setkami reklam. Do niedawna, jeśli chciało się dobrze zgrzeszyć, to właśnie tu. Teraz trochę się to zmieniło, ale dla upartego zawsze coś się znajdzie. Miasto lubi pysznić się zepsuciem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie: moralista — trybunę, dewiant — niszę, każdy gust na swój wymiar, każdy człowiek swój los, którego szukał podświadomie całe życie.

Sto kilkadziesiąt języków

Manhattan to imigranci. Mieszkańcy używają stu kilkudziesięciu języków, a wyznawcy tyluż religii czczą tu swoich bogów — wszystkich ściągnęła obietnica dostatku i kariery. Czy to zaharowany taksówkarz hinduski w turbanie, chłopak meksykański roznoszący w biegu zamówienia z pizzerii, Koreańczyk w sklepie z warzywami, czy polski murarz zrywający rakotwórcze azbestyy — wszyscy pracują jak woły, żeby się urządzić na miejscu lub u siebie w kraju.

Ulica jest teatrem rodzaju ludzkiego, gdzie nikt nie krępuje się ujawnić swojej indywidualności. Sześćdziesięcioletnia kobieta z tęczową fryzurą na irokeza jest u siebie w East Village. Półmartwy manekin wymalowany na dziewczynę w ciasnej sukience czuje się najlepiej w milionerskiej Upper East Side. Widać tu tyleż pięknych i zadbanych ludzi co niechlujnych — każdy jednak stara się być wyrazisty.

Miasto uważa się za stolicę świata, ponieważ jest — po pierwsze — największym centrum finansowym; po drugie — skupiskiem mediów obejmującym cały glob; po trzecie — najważniejszym ośrodkiem nowych prądów w sztuce i nie mniej ważnym skupiskiem starej sztuki we wspaniałych muzeach; po czwarte — najbardziej intelektualnym miastem Ameryki, z dwoma doskonałymi uniwersytetami i kilkunastoma gorszymi.

Miasto jest modelem dla cywilizacji uniwersalnej — dając wzór współżycia stu kilkudziesięciu narodowości, gdzie na straży porządku stoi prawo raczej sprawiedliwe i pieniądz, oliwa życia społecznego.

Resztę widoków dopiszę Przyszłość — od lat zsymilowana z tym miastem, mająca bardziej dokładne widoki...

Człowiek, jak się zestarzał, to przestał marzyć, a zaczął wspominać.

Więc jedziemy

Do NYC: obejrzyj

I wracamy: obejrzyj

Tak było przed atakiem na WTC

We wczorajszym BBC nie bez przyjemności obejrzałem program o młodych gniewnych muzułmanach, którzy po angielsku mówią ledwie-ledwie, ale czują „gniew", że rząd nie prowadzi takiej polityki jaką trzeba — Irak, Palestyna i te sprawy. Jeden, bardziej gramotny, ostrzegał, że jeśli rząd się nie ukorzy i nie dostosuje polityki do żądań Młodych Gniewnych, to ten gniew eksploduje i straszne rzeczy będą się działy.

Myślę, że jedyne co ten gniew może ukorzyć, to wpuścić jeszcze X milionów azylantów z muzułmańskich krajów i trzeciego świata oraz podnieść socjal o trzydzieści procent — bo jeśli się to nie spełni...

I z Covidem: obejrzyj & obejrzyj 2

Ach te wspomnienia...

Rozdział VSpis treści
Original text
Rate this translation
Your feedback will be used to help improve Google Translate