Europa · Rozdział VIII

Hammam

Turecka łaźnia

„Instancje panowały trzy: pięść, mózg i serce.
Serce się wycofało, będąc w poniewierce.
Gdy zaś pięść z mózgiem same pozostały w parze,
Skutek: mózg rządzi tak, jak mu pięść każe."

— Kotarbiński

Łaźnia turecka to dobry wynalazek sprzed wieków. Odświeża skórę i umysł — niezależnie od ilości komórek.

Zawsze w drodze powrotnej z Bliskiego Wschodu czy Iranu zjeżdżałem na wielki Londra Parking po azjatyckiej stronie Bosforu, zwanym Harem. By rano przejechać promem na przeciwległy brzeg i pójść odebrać zamówione odzienie ze skór — jakie było wówczas szalenie modne u polskich dam — u stambulskich dilerów, a i zaszyć się w stambulskie życie w pełnym rozkwicie.

Bazar Istambuł
Bazar Istambuł

Wszechobecni naganiacze i sprzedawcy w butikach głośno zachwalający swój towar, uliczni sprzedawcy smakowitego pieczywa obsypanego sezamem, owoców i orzeszków, czyścibuty, chłopcy roznoszący na srebrnych tacach małe szklaneczki z herbatą.

Wydawałoby się, że wszędzie tam panował chaos — ale to nieprawda, bo przecież to tylko ja nie mogłem się na początku w nim odnaleźć. Każdy z tubylców zna swoje miejsce, swoją rangę, swoje zadanie do wykonania — i wykonuje je, trzeba przyznać, świetnie, szybko i sprawnie.

Włócząc się z koleżką po tym chaosie, w wąskich, oddalonych od głównych arterii przecznicach — tam gdzie nie spotyka się prawie turystów, gdzie na uliczkach bawią się umorusane dzieciaki, a w warsztatach rymarskich i szewskich produkowane są wyroby sprzedawane nieopodal w nastawionych na odbiorcę sklepach.

Łaźnia — mała, zakamuflowana, wybitnie nastawiona na obsługę miejscowej klienteli, z osobnym wejściem dla mężczyzn i kobiet. Chciałem wleźć pod opiekę wyglądających z drzwi solidnej postawy Turczynek okutanych w ręczniki — ale te, z jazgotem, pokazały nam drzwi inne. Weszliśmy tam, gdzie nas skierowały.

Zostajemy porwani przez trajkoczącego Turasa. O żadnej dyskusji nie ma mowy. Pokazuje, gdzie mamy się rozebrać. Nadzy zostajemy sami w pomieszczeniu pełnym pary, w którym z wyłożonych marmurem ścian, zaopatrzonych w kraniki, płynie gorąca i lodowato zimna woda.

Po kilkunastu minutach parówki zostajemy ułożeni na marmurowych ladach i szorowani gąbkami niczym papier ścierny — na przemian porcja ciepłej i zimnej wody, mycie połączone z masażem.

Gruntowny clin servis
Gruntowny clin servis

Czuję, że rzeczywiście zostałem ulepiony z gliny. Każdy ucisk, który aplikuje mi rosły Turas, jest mocny i nie ma nic wspólnego z delikatnością. Zmiana pozycji zapowiadana jest głośnym klapsem. Ze zgrozą obserwuję zostającą na rękawicach mego oprawcy skórę. Potem masaż. Czuję się, jakbym stał się ofiarą operatora sieczkarni połączonej z prasą, który powoli i metodycznie rozgniata moje jestestwo.

Niemniej jednak czuję się jak w raju. Wystarczy zamknąć oczy, by poczuć się jak jakiś sułtan. Wokół marmury, szum wody, a wyobraźnia podsuwa resztę: piękne ciuchy, wonne olejki, liście palm i nałożnice…

Jeszcze chwilę walczymy z ogarniającą nas błogością… Wychodzimy, sprawdzając nasze nowe, czyste ciała — bez żalu zostawiając stare powłoki w łaźni.

Czyści, wracamy do domu…

Spis treściStrona główna
Original text
Rate this translation
Your feedback will be used to help improve Google Translate